Przy okazji 8 marca

Raczej należę do grupy kobiet, która traktuje ten dzień zupełnie normalnie, a może nawet z lekkim wzdrygnięciem… Pewnie dlatego, że Dzień Kobiet mocno kojarzy mi się z PRL i podobnie jak inne typowe święta tego okresu wywołują u mnie  uczucie pewnego usztywnienia. Jasne, że lubię kwiatki dostawać i w sumie każdy dzień jest dobry – nawet 8 marca – ale jak ma to być takie grupowe i międzynarodowe wręczanie bukietów, to już jakoś mniej mi pasuje…. Tak już mam i mam prawo nie lubić Dnia Kobiet i tyle (ale życzenia przyjmuję z uśmiechem)


Moje dzieci już mają zupełnie inne odczucia i dobrze. Czasy się zmieniły i teraz takie święto ma całkiem inne zabarwienie, no i zamiast  goździka i bombonierki można wręczyć  tulipana i wyskoczyć razem na kolację… Goździków też nie lubię, ale tulipany już tak. I nie chcę żeby ktoś pomyślał, że jestem całkiem uprzedzona do tamtego okresu, absolutnie nie.

Minęły bezpowrotnie czasy bez telefonów i telewizorów, nie mówiąc o komputerach, komórkach, tabletach  i innych niezbędnych do życia gadżetach. Fajnie było wtedy. Jako dziecko całe godziny spędzałam na dworze z innymi dzieciakami, budowaliśmy szałasy i domki na drzewach, latem chodziliśmy nad staw po drodze zahaczając o cudze czereśnie i papierówki. (no tego nie pochwalam, ale cóż – tak było) Zimą zjeżdżaliśmy z górki za sklepem na sankach albo workach – co kto miał. Jak zamarzał strumyk to  jeździliśmy po nim na łyżwach – jedno dziecko z jedną łyżwą, bo chętnych do jazdy zawsze było więcej niż łyżew (podejrzewam, że do tej pory świetnie by mi szło na jednej łyżwie).

Nikt się jakoś wtedy nie przejmował, że dzieci same bez opieki, że ktoś je porwie, że utoną, zaziębią się, spadną z drzewa, rozchorują się od niemytych owoców, dostaną poparzenia od dziury ozonowej, rozbiją głowę na rowerze (kask? jaki kask?) dostaną boreliozy od kleszcza, bąblowicy od jagód czy pęcherzy od dziwnych chwastów…

Dla dzieci to były fajne lata i dla rodziców mimo wszystko chyba też. Mimo tego co działo się w kraju, mimo systemu i całej jego ułomności. No i było też całkiem niezłe wzornictwo, które właściwie dopiero po latach zostało docenione. Nie w całości rzecz jasna, bo zdarzały się meblarskie gnioty, a w  większości sposób aranżacji wnętrz nie wynikał z potrzeb estetycznych tylko praktycznych i oczywiście z braku możliwości i wyboru. Wszystko szło w kierunku ujednolicenia, a pospolitość była czymś normalnym i z gruntu dobrym. Obywatel miał się nie wyróżniać (czytaj: nie wychylać) i co za tym idzie mieszkanie obywatela też było zwyczajne. Takie były czasy i nie jest winą obywatela, że jak już miał jakiś śliczny przedwojenny stół w stylu Art Deco, to przykrywał go ceratą w kraciasty deseń, albo secesyjny kredens po babci zastawiał po brzegi ruskimi kryształami i szkłem ze śląskiej huty. No cóż, takie były to czasy i odeszły by zrobić miejsce wolnemu rynkowi i pełnej swobodzie w dekoracji wnętrz.

I o zgrozo! Często wcale nie jest lepiej!

Są możliwości, jest wybór, a brzydka rzecz w zasadzie kosztuje tyle samo co ładna. Jasne, że to pojęcie względne – czy coś jest ładne czy brzydkie. Ale mam wrażenie, że te możliwości w aranżacji i taka ilość artykułów wyposażenia powoduje, że dokonuje się często złych wyborów, nietrafionych  i zupełnie niepotrzebnych. Bo oprócz dobrego współczesnego wzornictwa są też szkaradki, które nie dosyć, że paskudne, to jeszcze słabo wykonane…

Nie to żebym wychwalała meblościanki, tapczany, wersalki i inne dziwadła tworzone z myślą o przeciętnym Kowalskim w M2 , ale dizajn lat 60-70 to  cała masa świetnych wzorów, doskonale zaprojektowanych i równie dobrze wykonanych. Te meble nadal stoją i dobrze się mają w wielu domach, niezniszczalne w pewnym sensie… Co więcej, ówczesne wzornictwo powróciło i producenci masowo je naśladują, a styl rodem z PRL nikogo już nie dziwi w nowych katalogach mebli, lamp i dodatków. Sama mam swoje ulubione modele, chociaż wzornictwo w ceramice ciągle mnie zadziwia i nie daję rady…

Postawisz taki wazon u siebie? Mnie nikt nigdy by nie namówił 🙂

Ale są też takie elementy wyposażenia, które wyglądają naprawdę świetnie!Fotele są bardzo wygodne, czego nie można powiedzieć o całej masie współcześnie produkowanych…

 

a jak chcesz zaszaleć z kolorem, to proszę bardzo!

zdjęcia wyposażenia pochodzą ze strony yestersen.pl
Dziękuję, że czytasz mój tekst. Jeśli Ci się spodobał, albo masz inne zdanie, to zostaw swój komentarz – będzie mi miło. Możesz także polubić go na FB i tam komentować. Cześć i do następnego razu!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *